piątek, 19 marca 2021

Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie – Mackenzi Lee

 

Tytuł: Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie

Autorka: Mackenzi Lee

Przekład: Darai Kuczyńska-Szymala

Cykl: Rodzeństwo Montague

Tom: I

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Young

Liczba stron: 448

Ocena: 8/10

"Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiążka.pl



Wbrew pozorom życie młodych ludzi nie zawsze jest proste i przyjemne. Niekiedy ciążą nad młodymi osobami prywatne tragedie, tajemnice, przedwczesne obowiązki i stereotypy. Mogłoby się wydawać, że to nic takiego, ale to nie jest nic takiego. Dla większości dorosłych, dojrzałych ludzi to olbrzymi ciężar, więc jak może być łatwy do udźwignięcia dla młodszych osób? W idealnym, utopijnym świecie takie problemy, by nie istniały. Nikt, by nie musiał radzić sobie z wydarzeniami czy sytuacjami, które są niezależne od niego samego i które stanowczo są ponad jego siły. Tylko że my nie żyjemy w utopijnym świecie. A już na pewno nie w perfekcyjnym. 

Monty jest szalonym młodzieńcem, który bez skrupułów łamie wszelkie zasady. Lubi rozrywkę, uwielbia alkohol, a jeszcze bardziej flirt i seks. Dla niego to są najważniejsze wartości w życiu. Lecz za niedługo będzie musiał przejąć majątek rodzinny. Który rodzic będzie gotowy oddać takiemu nicponiowi cały dobytek swojego życia? Na pewno nie ojciec Monty'ego, który wielbi dyscyplinę i surowe wychowanie. Wraz z modą postanawia wysłać swojego pierworodnego syna w podróż po Europie. Nie zostawia go całkowicie samego, ponieważ wraz z nim ma podróżować przyjaciel chłopaka oraz jego siostra. Umowa jest bardzo prosta – Monty ma przez rok udowodnić, że potrafi być dżentelmenem i jest godny majątku rodzinnego. Czy uda mu się to? Czy jest gotowy wyrzec się wszelkich przyjemności, a co za tym idzie samego siebie? 

Przyznam się, że gdy pierwszy raz spotkałam się z książką, czułam się całkowicie zniechęcona. Tytuł wydawał mi się dość infantylny, a okładka pretensjonalna. Jednak postanowiłam dać szansę opisowi i to był doskonały wybór, ponieważ już on zachęcił mnie całkowicie do zapoznania się z tą powieścią. Akcja historii ma miejsce w XVIII wieku, co już samo w sobie jest intrygujące. Do tego bohater z szalonymi pomysłami i wyraźny wątek romantyczny zapowiadały wspaniałą zabawę. Tak też było, jednak "Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie" to coś znacznie więcej niż tylko rozrywka. 

Od pierwszych stron byłam zachwycona samą pomysłowością całej książki. Połączenie historycznych czasów z pewną dozą współczesności wydawało mi się fascynujące, ale też dawało zapowiedź wyzwania. Pojawiło się pytanie, jak autorka poradzi sobie z tą różnorodnością językową i kulturową. I tutaj wielkie pokłony dla pisarki, ponieważ wyszło to fantastycznie. Z idealnym wyczuciem osiągnęła ona tę optymalną granicę pomiędzy trzymaniem się faktów, fikcją i współczesnością. Takie zabiegi rzadko wychodzą dobrze, a tutaj zachwycał on od samego początku. 

Tym bardziej że doskonałym dopełnieniem pomysłu jest unikatowy styl autorki, który niesamowicie przypadł mi do gustu. Książkę czytało się wyjątkowo szybko, zarazem mając poczucie, że jest ona pod każdym, nawet najmniejszym aspektem dopracowana i spójna. Niekiedy pojawiało się parę archaizmów, co oczywiście było do przewidzenia, jednak nie psuło to całej koncepcji. A w dodatku humor przebijający wśród tych wszystkich zdań okazał się genialny i zachęcający do dalszej lektury. 

Kiedy zaczynałam czytać powieść, byłam przekonana, że będzie ona bardzo lekka w odbiorze. Przez pierwsze rozdziały ta tendencja utrzymywała się, by z czasem ukazać tematykę poważną i niezmiernie istotną. Pisarka wyciągnęła tu najcięższe działa, jednakże cały czas pilnując, by dla czytelnika nie było to zbyt obciążające. Nie bała się wchodzić w odważne rejony i poruszać tematy tabu. Właśnie w tym przypadku pojawiło się wiele niedorzecznych aspektów dotyczących ówczesnych czasów, lecz były one koniecznie i to dzięki nim czytelnik mógł lepiej zrozumieć bohaterów i walczyć ze stereotypami i schematami. A zapewniam, że w całej tej książce wątków poważnych i mniej poważnych jest naprawdę wiele. 

Co do bohaterów to mamy tutaj tylko kreację głównej trójki i to właśnie ona na przestrzeni tych setek stron pozwala ujrzeć duszę głównych postaci i zachwycić wielowymiarowością charakterów oraz głęboką analizą motywów i działań. Żałuję, że pisarka nie pokusiła się, by wszystkich występujących bohaterów wykreować w podobny sposób. Na pewno byłoby to trudne zadanie i zwiększałoby to objętość książki, ale czuję, że wniosłoby wiele dobrego do fabuły. 

Monty'ego polubiłam, odkąd go poznałam. Nie przeszkadzało mi, że jest infantylny, samolubny i nieroztropny. Poznałam go jako rozrywkowego, młodego mężczyznę, by móc razem z kolejno następującymi wydarzeniami obserwować, jak reaguje na dotychczas niespotykane sytuacje, jak jest zmuszony, by wreszcie dojrzeć i jak bardzo się zmienia. Jego postać jest dla mnie wspaniałym przykładem zmiany wynikającej z zewnętrznych czynników, ale również i z wewnętrznego poszukiwania samego siebie. Natomiast jego przyjaciel Percy charakteryzował się subtelnością i delikatnością. Miał grać rolę dobrego człowieka, więc często był zbyt wyidealizowany. Mimo to uważam, że w tym przypadku tak właśnie powinno być i w żaden sposób nie zabrało mu to człowieczeństwa. W historii dość dobrze jako czytelnicy poznajemy również siostrę Monty'ego, czyli Felicity. Nastolatka jest przykładem skrajności charakteru, gdzie raz dominuje surowość i przesadna pewność siebie, by za zasłoną istniała też strona empatyczna i pragnąca uznania, szacunku i miłości. Jej kreacja dodatkowo podkreśla wspaniałą gamę osobowości. 

Jednak najważniejszym aspektem powieści jest tematyka. Tak jak wcześniej wspomniałam, jest ona pełna tematów trudnych, ciężkich i niesamowicie ważnych. Na głównym torze na pewno najłatwiej zauważyć wątek biseksualności Monty'ego i tego, jak się czuje w świecie, gdzie brakuje akceptacji, gdzie nie może po prostu kochać, a wszystkie swoje uczucia musi ukrywać, ponieważ może go czekać nawet kara śmierci. To metaforyczne spojrzenie na wiek XVIII, gdzie biseksualność była uznawana za grzech. Lecz tutaj wybrzmiewa przerażające pytanie – czy naprawdę we współczesności zmieniło się coś? Czy w naszym świecie Monty mógłby być po prostu szczęśliwy? Dobrze wiemy, jaka odpowiedź narzuca się w pierwszej kolejności. 

Obok wątku Monty'ego krzyczy o uwagę tematyka rasizmu i ponownie braku akceptacji ze strony społeczeństwa. Nadal pozostajemy w historii toczącej się setki lat temu, więc wydźwięk tego jest jeszcze straszniejszy i jeszcze bardziej chwytający za serce. Tym bardziej że to jest tylko jeden z wielu problemów bohatera. W XVIII wieku zwykła, choć mocno uciążliwa choroba może stać się powodem, by nie było warto żyć. Kto o tym decyduje? W tamtych czasach Kościół. W obecnych na szczęście wiele się zmieniło, ale nie można zapomnieć, że pozostałości złych decyzji i zabobonnych działań, takich jak choćby egzorcyzmy nadal są notowane. 

Skupiłam się na tym, by w mojej recenzji wybrzmiały główne wątki historii, lecz jest ich o wiele więcej. Niesie to ze sobą wiele rozważań, refleksji, ale i motywacji, by świat postępował do przodu i dawał szansę wszystkim bez względu na płeć, pochodzenie czy orientację seksualną. W tym momencie macie prawo mieć wątpliwości, jak to wszystko zostało zawarte w historii mającej miejsce w XVIII wieku i jaką ma to realnie wartość merytoryczną. Według mnie olbrzymią, tym bardziej że pisarka na końcu dokładnie opisuje, co jest faktem historycznym, wydarzeniami, które mogły mieć miejsce w ówczesnych czasach, a co jest fikcją wymyśloną, by opowieść była lepiej zrozumiała. Ten zabieg bardzo mi się spodobał, bo daje jasność i łamie ramy gatunkowe. 

Cała powieść ma parę wad, ale przy powadze tematyki giną one. Zarazem nie jest to też mocno obciążająca historia, ponieważ przełamuje poczucie bezradności i frustracji poczuciem humoru i zwykłą młodzieżową opowieścią. Dzieje się to w sposób nienachalny i optymalny, więc daje też wybór, co czytelnik znajdzie w tej książce. Osobiście znalazłam temat do przemyśleń i wiele godzin wspaniałej rozrywki. 

Więcej podobnych książek można znaleźć w dziale bestsellery na TaniaKsiążka.pl


czwartek, 18 marca 2021

"Beniamin Ashwood" A.C. Cobble – Premiera już 26 marca! ♥♥♥

 


„Problemem, jaki nastręcza życie w społeczeństwie dającym ci wolność jest to, że daje też ono wolność wszystkim innym.”




Życie Bena Ashwooda z osady Widoki miało swój rytm i porządek: warzenie 4 beczek piwa tygodniowo, wysłuchiwanie opowieści w gospodzie „Pod Baranim Rogiem” i doroczne walki na kije na Festynie z okazji Święta Wiosny. Nawet pojawienie się w okolicy krwiożerczego demona nie wprowadziło istotnych zmian w jego życiu.


Ilustracje: Leszek Woźniak




Co innego, pojawienie się Mistrza Mieczy i wyjątkowo poirytowanej czarodziejki. To wywróciło życie młodego Bena do góry nogami. I chociaż przygody, kiedy już jakaś rzeczywiście się zaczyna, wydają się znacznie bardziej przerażające niż w opowieściach, Ben postanowił wykorzystać swoją szansę i
ruszyć na ich spotkanie. Przecież wróci, prawda? Wróci do swojego browaru, przyjaciół i ciepłego zapiecka.

Być może, gdyby Ben wiedział, gdzie zawiedzie go ciekawość i żądza przygód, strach nie pozwoliłby mu uczynić pierwszego kroku. Na szczęście nie wiedział.





A.C. Cobble jest amerykańskim autorem serii książek o Beniaminie Ashwoodzie, a także serii The King’sRanger oraz Cartographer. Mieszka w stanie Texas razem z żoną, trójką dzieci oraz psem żony. Zaczął pisać, gdy zrezygnował z kariery w świecie korporacji i od tego momentu stara się nadrobić stracony czas. Kiedy nie tworzy, swój czas poświęca na czytanie, jedzenie, picie, uprawianie ogródka i podróże.
Zainspirowana książkami, które czytał w dzieciństwie jego pierwsza seria Beniamin Ashwood, to klasyczna fantasy, opowiada o młodym mężczyźnie, który wyrusza w niesamowitą pełną przygód podróż w dziki, nieznany i niebezpieczny świat.







Ja już nie mogę się doczekać! A Wy – czekacie z niecierpliwością? :)))

wtorek, 16 marca 2021

Profesor Andrews w Warszawie. Wyspa – Olga Tokarczuk

 

Tytuł: Profesor Andrews w Warszawie. Wyspa

Autorka: Olga Tokarczuk

Kategoria: Literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Ocena: 5/10









Świat, który na co dzień znamy, jest pewnego rodzaju schematem powtarzającym się dzień w dzień. Pojedyncze aspekty różnią się, ale tak naprawdę jako ludzie lubimy powtarzalność i z nieświadomą pasją ulegamy jej. Bo czy w końcu nie chodzimy prawie codziennie do pracy, czy szkoły? Czy w określone dni nie spotykamy się ze znajomymi? Czy rok w rok w pewnym momencie nie trafiamy do tego samego miejsca? Na te pytania każdy musi odpowiedzieć indywidualnie sam sobie. Jednakże moje własne obserwacje i doświadczenie ukazują, że właśnie tak jest. Całkowicie inną sprawą jest fakt, czy to coś złego, a może dobrego i czy w ogóle jesteśmy w stanie przerwać to błędne koło? A historia i całych społeczeństw, i pojedynczych osób pokazała, że czasami czynniki zewnętrzne przerywają je i wymagają od nas najwyższej spontaniczności i elastyczności. Jesteście na nie gotowi?

Dwa opowiadania Olgi Tokarczuk – "Profesor Andrews w Warszawie" i "Wyspa". Dwie pozornie odmienne historie. Dwoje ludzi postawionych w nieznanej sobie sytuacji. Dwie drogi wyboru. Co może łączyć zagranicznego Profesora i przypadkowego człowieka na wyspie? To pytanie skłoniło mnie, bym ostatecznie sięgnęła po te dwa dzieła naszej niedawnej noblistki i być może odkryła ich głębię. Czy udało mi się to? Ze smutkiem przyznaję, że nie do końca. 

Lecz chciałabym utrzymać tradycję i skupić się na początku na języku, jakim posługuje się pisarka. To moje drugie spotkanie z autorką, więc miałam swoje oczekiwania, które pod względem stylu zostały całkowicie spełnione. Niezmiernie podoba mi dość nietypowa składnia, które od pierwszych zdań wyróżnia daną książkę, czy – jak w tym przypadku – opowiadanie. Choć nie można zapomnieć, że pewnego rodzaju odmienność niesie ze sobą też konieczność większego skupienia i zaangażowania w czytanie. Dla mnie ten język jest dość trudny i na samym początku odczuwałam, że to bardziej wymagająca kwestia. Jednak cenię tę chwilową niedogodność, bo w ostatecznym efekcie nadaje to odpowiedniej barwności i wyróżnia pisarkę unikatowością językową. 

"Profesor Andrews w Warszawie" od pierwszych stron zafascynował mnie, przez co niestrudzenie brnęłam przez treść, którą koniecznie chciałam poznać w całości. To opowiadanie poruszyło mnie mocno pod względem emocjonalnym, choć jeśli zadalibyście mi pytanie, co konkretnie tak na mnie oddziaływało, nie byłabym w stanie odpowiedzieć. Byłam w głębokim szoku, czytając tę historię, ale nie umiałam go umiejscowić i odnieść do żadnego aspektu. To uczucie po prostu we mnie trwało i prowadziło przez treść. Zarazem miałam wrażenie, że wokół mnie jest niesamowicie wiele symboli, co również mnie przekonuje, ale w tym opowiadaniu był dla mnie zbyt duży tłok i czułam się zagubiona. Nie wiedziałam, co ostatecznie chce czytelnikowi przekazać pisarka, co ja umiem odczytać i co sama sobie dopisuję. 

Natomiast "Wyspa" okazała się dla mnie zbyt trudna i nieuchwytna w odbiorze. Opierała się na znaczeniach metaforycznych, co również wymaga głębszego skupienia i naprawdę inteligentnej analizy. Niestety w tym miejscu stanowczo poległam. Ostatecznie zaczęłam się nudzić i dość mało wyniosłam z tego opowiadania. Starałam się wszystko rozumieć, jednak w moim odczuciu było zbyt wiele w tak krótkiej formie. Lubię opowiadania właśnie za to, że tak trudno jest przekazać coś wartościowego na kilkudziesięciu stronach. Tutaj prawdopodobnie wartościowa treść jest, ale niedostrzegalna dla mnie. 

I w tym momencie warto byłoby zadać pytanie, jaka jest główna tematyka tych dwóch opowiadań. W moim przypadku najbardziej odczuwalny był motyw samotności, który niezmiernie przypadł mi do gustu. Pozwalał na dogłębne zrozumienie bohaterów i utożsamienie się z nimi. Jednak przez większość czasu, gdy czytałam, nie byłam w stanie złapać pewnych treści. Wyciągałam po nie rękę, ale ostateczne nie dawałam rady ich uchwycić i zrozumieć. Zazwyczaj chwalę się moją wnikliwością i dostrzeganiem niedostrzegalnego, tymczasem tutaj czuję, że zawiodłam, a to z kolei prowadzi do dużych pokładów frustracji. 

"Profesor Andrews w Warszawie" i "Wyspa" to dzieło zbyt refleksyjne i metaforyczne dla mnie. W żaden sposób nie oznacza to, że nie wartościowe. Jednak bez wątpienia dla czytelnika bardziej dojrzałego i wnikliwego niż ja. Z bólem przyznam, że zniechęciłam się teraz do twórczości pisarki, ale myślę, że z czasem spróbuję ponownie i być może wtedy odnajdę coś dla siebie. 

piątek, 12 marca 2021

Pół żartem pół serio – Krzysztof Papużyński

 

Tytuł: Pół żartem pół serio

Autor: Krzysztof Papużyński

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Ocena: 4/10









Wiersze potrafią nieść ze sobą ukojenie. Pozwalają zapomnieć o całym świecie i dają szansę na spojrzenie na swoje życie, swoje otoczenie czy wszystkie wydarzenia wokół z całkowicie nowej, odmiennej perspektywy. Udowadniają, że w słowach potrafi być olbrzymia moc, która jest w stanie poruszać góry. Dla odpowiedniego umysłu mogą okazać się wyzwalaczem, by pokonać wszelkie granice. Czy wiersze dla Was pozostają tylko mało zrozumiałymi słowami, czy są czymś znacznie większym? 

Przyszedł styczeń, a ja z zapamiętaniem odnajduję się w poezji i szukam coraz to więcej możliwości, by poznawać nowe wiersze i odkrywać nowe, całkowicie mi nieznane przestrzenie. Co prawda często mam z tym dość duży problem, gdyż nie jestem wystarczająco wykształcona pod kątem literackim, by ze swobodą brać z poezji całymi garściami i z przekonaniem wygłaszać swoje opinie. Jednak każdy ma prawo próbować, więc i ja tym razem postanowiłam zapoznać się z tomikiem wierszy „Pół żartem pół serio” Krzysztofa Papużyńskiego. Jakie są moje odczucia? 

Zacznę od tego, jak poeta przekazuje swoje słowa czytelnikom. I tutaj chciałabym powiedzieć coś niezwykle odkrywczego, ale ograniczę się do krótkiego stwierdzenia, że część wierszy jest rymowana. Jednak wszystkie charakteryzuje ten sam schemat i ta sama rytmika. To dla mnie trudne, bo odkąd sięgam pamięcią, nie cierpię rymów. W tym momencie mogłabym sobie zarzucić, że czego oczekuję po wierszach – one często są rymowane. To racja i bardzo doceniam każdego, kto potrafi wprowadzić rytmikę poprzez różne zabiegi poetyczne. Bez wątpienia to ważna umiejętność i niezmiernie potrzebna poecie. Lecz jakbym nie starała się patrzeć, to jestem wielbicielką chaosu i nieporządku w różnego rodzaju sztuce. Wierszy również ten fakt dotyczy. I o dziwo właśnie ten spójny i prawdopodobnie doskonale przemyślany schemat sprawiał, że przestawałam skupiać się na samej treści, przez co moja opinia na temat wierszy mocno ucierpiała. 

Z bólem muszę przyznać, że mimo bardzo różnorodnej i często poważnej tematyki, miałam wrażenie, że są to tylko rymowanki dla dzieci. W ogóle nie czuję się przekonana do całego tomiku. Gdy czytałam wiersz za wierszem, to miałam odczucie, że wszystkie są identyczne, co po prostu stawało się monotonne. Ale w tym momencie ponownie można by mi zarzucić ignorancję. Dlatego zdecydowałam, że będę dawkować sobie wiersze i spędzać więcej czasu na przemyśleniach. Niestety i to nie pomogło… Nadal wszystkie pozycje w tym tomiku poezji zlewały mi się w jedność. Poza tym słownictwo, którego używał autor, sprawiało, że cofałam się w czasie, ale moje podróże okazały się pozbawione jakiegokolwiek klimatu, co dla mnie nadal jest wielką wadą. 

W tym momencie można zadać pytanie, o czym w ogóle były te wiersze. Tak jak wcześniej wspomniałam, tematycznie okazały się mocno zróżnicowane. Wiem, że dopiero, co zwracałam uwagę, że są dość do siebie podobne, ale tutaj bardziej chodziło mi jednak o budowę. To, o czym konkretnie mówią, to całkowicie inne historia. W „Pół żartem pół serio” możemy obserwować bardzo błyskotliwe spostrzeżenia poety. Z wieloma nie zgadzam się i widzę, że ja i autor mamy dość odmienne poglądy, mimo to z podziwem patrzyłam, jak w subtelny i niezmiernie wnikliwy sposób, pisarz uchwyca rzeczywistość w swojej twórczości. Tym bardziej że przy całym moim negatywnym nastawieniu trafiały się wiersze, które wpadały mi w pamięć. W szczególności przemówił do mnie wspaniały „Życiorys”, gdzie odnalazłam samą siebie i swoje własne przemyślenie. Do tej pozycji bez wątpienia jeszcze nieraz wrócę. 

Niestety tomik Krzysztofa Papużyńskiego w moim odczuciu okazał się mocno przeciętny i zawiódł moje oczekiwania, które być może były zbyt wygórowane. Niemniej, choćby dla tych kilku pamiętnych wierszy, cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z nim. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl

poniedziałek, 8 marca 2021

Alkohol. Piekło kobiet – Monika Sławecka

 

Tytuł: Alkohol. Piekło kobiet

Autorka: Monika Sławecka

Kategoria: Reportaż

Wydawnictwo: Pascal

Ocena: 9/10









Alkohol towarzyszy człowiekowi od wielu pokoleń i jest dla nas czymś naturalnym. Często kojarzy się z celebrowaniem sukcesu, dobrą zabawą, relaksem czy spotkaniem towarzyskim. Nikt nie dziwi się, że przy tych okazjach sięga się po jakieś piwo, wino czy mocniejszy alkohol. Spokojnie można już określić picie alkoholu przy takich okazjach naszą kulturową tradycją, którą obserwujemy od najmłodszych lat, by z czasem wprowadzić ją do naszego dorosłego życia. Oczywiście mamy osoby, które nigdy nie piją i nigdy nie popierają spożywania nawet małych ilości alkoholu, są też osoby, które nie mogą bez niego żyć i dzisiaj właśnie o tej drugiej grupie ludzi, lecz w ujęciu niekonwencjonalnym, ponieważ nie będzie mowy o uzależnienie ogólnie tylko o uzależnieniu kobiet od alkoholu. 

Zdecydowałam się zapoznać z tą książką w ramach mojego postanowienia, by skupiać się na tematach mało mi znanych i ważnych dla społeczeństwa. Alkoholizm wśród kobiet wydaje się być niezmiernie ważnym problemem, dlatego z olbrzymim zainteresowaniem sięgnęłam po tę pozycję. Pragnęłam usłyszeć coś więcej o istnieniu tego zjawiska i przede wszystkim usłyszeć głosy kobiet, które bezpośrednio są związane z nim. Wydawało mi się, że to już czas, by mówić o tym głośno. Przeczytanie tego reportażu utwierdziło mnie w tym przekonaniu. 

Na początku powiem kilka słów o samej koncepcji książki i jej układzie. Pierwsze strony to krótki, ale za to bardzo treściwy wstęp autorki, która tłumaczy, dlaczego zdecydowała się napisać tę pozycję literacką. I właśnie już od tego wstępu zaczynają się emocje ciężkie i konieczne do przetworzenia. W tym momencie widać również skromność samej pisarki, ponieważ zamiast wychwalać swoją książką, pokazuje, że to jedno z możliwych źródeł, by zobaczyć i zrozumieć problem. Podaje ona listę filmów i książek, które według niej są godne uwagi, żeby pogłębić ten temat. Bardzo doceniłam ten ukłon w stronę innych twórców, gdyż mam teraz przed sobą wiele kolejnych czytelniczych planów, a za sobą emocjonalny i poważny zbiór wywiadów. W "Alkohol. Piekło kobiet" znajdziecie całą gamę wywiadów z kobietami, które na własnej skórze poznały, co to znaczy być uzależnionym od alkoholu. W końcowych wywiadach możemy też przeczytać opinię specjalistów, którzy dążą do jak najszybszej i efektywniejsze pomocy w tym zakresie. 

Wśród rozmów panuje niesamowita różnorodność, ponieważ mamy przed sobą kobiety w bardzo różnym wieku, wywodzące się z różnych środowisk, o różnych pozycjach społecznych i przede wszystkich o bardzo odmiennych historiach. Ta możliwość spojrzenia na problem alkoholowy z wielu perspektyw uświadamia, jak bardzo jest to temat tabu w Polsce i jak wiele niesie ze sobą cierpienia. 

Sama koncepcja tej książki jest niesamowicie ważna, ponieważ nie ma co tuszować – w Polsce jest to temat mało medialny i często unikany. Mamy wpojone przekonania, że kobietom nie wypada się upijać i mieć styczność z alkoholem. Przy czym jest on podawany z każdej możliwej strony i tutaj odmawiać też nie wypada, bo często ta decyzja może wbrew pozorom nieść ze sobą negatywne skutki. Pora otworzyć oczy i przyznać, że nie tylko mężczyźni i pojedyncze kobiety zmagają się z alkoholizmem – problem jest o wiele większy. 

Myślę, że każdy czytelnik, sięgając po tę książkę, zdaje sobie sprawę, że przed nim emocjonalna i wycieńczająca podróż do cierpienia, przemocy i samotności. Każda z kobiet, która zgodziła się na rozmowę z autorką, ma swoją niepowtarzalną historię, gdzie najczęściej dominuje smutek i trauma. W tej chwili można tylko przypomnieć, że człowiek jest wypadkową różnych wydarzeń i zamiast potępiać, lepiej zadać pytanie dlaczego. Czytanie tych dyskusji w dziwny sposób hipnotyzuje i ciągnie, by poznawać je dalej, mimo wielkiej dawki negatywnych emocji. Po prostu taki rodzaj szacunku należy się tym kobietom. Być może zrozumienie ich sprawi, że w przyszłości zdołamy komuś pomóc lub samemu sobie. 

Z bardziej merytorycznej strony muszę oddać też hołd Monice Sławeckiej, która wykazała się dużymi umiejętnościami w komunikacji poprzez zrozumienie, cierpliwość i szacunek. Potrafiła poprowadzić rozmowę płynnie, ale pamiętając, że jej rozmówczynie to kobiety po przejściach i wielu cierpieniach, ale też zarazem niezwykle odważne i godne podziwu osoby. Znalazły w sobie na tyle siły, by szerzyć wiedzę na temat alkoholizmu wśród kobiet, mimo że niektóre z nich nadal borykają się z tym problemem. 

"Alkohol. Piekło kobiet" to pozycja niezwykle wartościowa i godna uwagi każdego czytelnika – niezależnie od płci. Po jej przeczytaniu mam wrażenie, że ładunek emocjonalny, cierpliwość i głębszy obraz na przyczyny i mechanizmy uzależnienie mogą coś zmienić i dać szansę na psychoedukację i pomoc osobom uzależnionym. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl


czwartek, 4 marca 2021

Wierszydła – Jarosław Czepieliński

 

Tytuł: Wierszydła 

Autor: Jarosław Czepieliński

Kategoria: Poezja

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Ocena: 6/10









Po ciężkim, pełnym obowiązków dniu warto zrobić coś dla siebie. Każdy z nas ma jakiś własny sposób na odpoczynek. Jedni po prostu śpią, inni idą na imprezy, a jeszcze inni oglądają seriale lub czytają książki. Kto, co lubi. U mnie odpoczynek prawie zawsze równał się z czytaniem. Gdy rówieśnicy w szkole narzekali, że będą musieli poświęcić jeszcze ileś godzin na przeczytanie lektury, to ja się cieszyłam na wytchnienie. Przy większej ilości nauki nawet czytanie okazało się zbyt wymagające i przede wszystkim czasochłonne. Na studiach odkryłam, że wiersze mogą być odpowiedzią na ten mały problem. I tak zaczęłam je czytać. Raczej nie mam za sobą setek wspaniałych wierszy, ale bez wątpienia odnajduję się w poezji. Tym razem przyszły kolejne egzaminy, a ja po raz kolejny postanowiłam przenieść się w zawiły świat metafor, rymów i porównań. 

Padło na krótki tomik wierszy Jarosława Czepielińskiego – "Wierszydła". Już dawno nie brałam się za tak, w moim odczuciu, poważną lekturę, dlatego nie wiedziałam, czego się spodziewać i jak poradzę sobie ze zrozumieniem wierszy. Czyli idąc tradycyjnym, prześmiewczym tropem jeszcze ze szkoły: co miał na myśli autor? 

Wiersze w większości są wierszami białymi, co ja sama cenię. Wiem, że stworzenie rymów też wymaga wiele pracy i umiejętności, lecz nigdy poza oddaniem hołdu, że ktoś to potrafi, nie umiałam ich docenić. Z tego względu ucieszyłam się, że nie będę miała z nimi zbyt wielkiej styczności. Muszę przyznać, że mój ogólny pogląd na te poetyckie pozycje jest bardzo różnorodny. Niektóre wiersze okazały się poezją przemawiającą do mnie i pozwalającą na utożsamienie się z autorem. Miałam wrażenie, że momentami rozumiemy się doskonale i myślimy w ten sam sposób. To doznanie niezwykłe i pełne emocji. W szczególności byłam zachwycona, choć może lepiej pasowałoby tu oczarowana, pierwszym wierszem poety. Ten wspaniały początek sprawił, że moje nastawienie momentalnie stało się pozytywne, a ja pragnęłam czytać dalej. 

Niestety wtedy okazało się, że nic nie może być idealne i nie każde słowo autora będzie mnie przekonywać. Tak naprawdę to dobrze, bo w innym przypadku byłoby to stosunkowo przerażające. Lecz nie odchodząc za bardzo od głównego wątku, to z czasem część wierszy okazała się naprawdę przeciętna i nie niosła ze sobą zbyt wiele. Choć warto wspomnieć, że niektórych po prostu wcale nie rozumiałam, więc też ciężko mi się jakkolwiek do nich odnieść. Można by polemizować, czy taka sztuka zawsze powinna być zrozumiała, czy pozostawić czytelnikowi trochę tajemniczości. Lecz będąc z Wami szczera, jeśli nie rozumiem wiersza lub jakiejkolwiek innej twórczości, to się irytuję. W tym przypadku również tak było. 

Warto zwrócić też w ogóle uwagę na to, jakim style pisane są te wiersze. Łączą ze sobą powiew nowości i oryginalnej perspektywy razem ze standardowym rozumieniem wiersza. Nie wiem, czy rozumiecie do końca, co mam w tym przypadku na myśli. W tej poezji można znaleźć odniesienia do naszych czasów, czasami też słowa dopiero powoli znajdujące sobie miejsce w naszym języku. Jednak pozostaje w nich to poczucie, że czyta się coś dopracowanego i starego. Dla mnie jest to wspaniała koncepcja i ukazanie, że nawet do poezji, a może w szczególności do niej, można podejść niekonwencjonalnie. W twórczości Jarosława Czepielińskiego główną rolę odgrywają metafory, które razem z porównaniami oraz eufemizmami tworzą subtelną historię i niosą refleksję na głębokim poziomie. Również do gustu przypadła mi symbolika, którą odczułam najbardziej w kontekście wierszy, które na swój własny użytek określiłam jako "wiersze z kolorami". 

A co z tematyką wierszy? Okazała się być bardzo różnorodna, choć w ogólnym pojęciu określiłabym ją jako życie i przyszłość. Tworzyło to koncepcję panoramiczną, z możliwością spojrzenia z wielu dostępnych perspektyw. Nie ograniczało to czytelnika do utartych granic, ale pozwalało na zgłębianie ich.

Cieszę się, że zaczęłam ten rok z poezją. Planuję właśnie w 2021 z większym oddaniem zgłębiać jej tajniki. "Wierszydła" okazały się pozycją niezmiernie ciekawą, choć też nierównomierną. Mimo to wielbicielom poezji gorąco polecam. Choć w tym miejscu warto podkreślić, że jest to subiektywne zdanie laika. Wiedzę na temat samych wierszy i ich interpretacji posiadam wyłącznie ze szkoły, a wszystkie inne pozycje, które czytałam, są moim własnym doznaniem. 

Egzemplarz prasowy Sztukater.pl

poniedziałek, 1 marca 2021

Rosyjska czarna magia – Natasha Helvin

 

Tytuł: Rosyjska czarna magia

Autrka: Natasha Helvin

Przekład: Michał Lewiński

Kategoria: Poradniki

Wydawnictwo: Iluminatio

Ocena: 5/10

Książkę "Rosyjska czarna magia" otrzymałam w ramach współpracy z TaniaKsiążka.pl






Od dziecka uwielbiałam wszystko, co związane jest z magią, z jakimiś zjawiskami paranormalnymi i ogólnie wszystko, co jest jakimś zaburzeniem naszej rzeczywistości. Oczywiście najpierw moje zainteresowanie dotyczyło różnych bajek i baśni. Z czasem już fantastyki, w której zagubiłam się na wiele lat i do dzisiaj za bardzo nie chcę wracać. W szkole podstawowej poznałam mitologię grecką i rzymską. To pozwoliło mi wejść w świat różnego rodzaju wierzeń. W pierwszych porywałam skupiłam się na tych dwóch wymienionych mitologiach, by później przejść do nordyckiej i słowiańskiej. Jednak mój głód wiedzy nadal pozostaje nienasycony, stąd moje dalsze poszukiwania. Z czym do Was dzisiaj przychodzę? 

Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w samym tytule książki – z "Rosyjską czarną magią". Dopiero ta książka uświadomiła mi istnienie tego odłamu dawnych wierzeń i sprawiła, że chciałam dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Choć przyznam też, że fascynująca okładka i ciekawy opis miały w tym przypadku wiele do powiedzenia. Jesteście gotowi na podróż do przeszłości i pogaństwa? Na użycie czarnej magii wbrew wszystkim naszym zasadom? Mam nadzieję, że tak!

Cała książka jest napisana językiem dość naukowym, jakkolwiek w tym przypadku mogłoby wydawać się to niestandardowe. Autorka stara się za pomocą stylistyki wykazać, że jest to dla niej poważny temat, z którego nie powinno się kpić i jeśli decydujemy się na przeczytanie tej pozycji, to powinniśmy się zaangażować. Takie podejście jak najbardziej przypadło mi do gustu i wywołało lekką dozę szacunku. Jednak momentami był to dla mnie zbyt ciężki język, który zniechęcał mnie do dalszego czytania i ogólnie wywoływał monotonię. Dlatego ostatecznie nie jestem w stanie stwierdzić, czy jestem zadowolona z całości pod względem językowym. 

Książka jest podzielona na dwie główne części, gdzie w pierwszej autorka dokładnie tłumaczy wszystkie zależności pomiędzy demonami i barwnie przedstawia ich historię. Ta część niezmiernie przypadła mi do gustu, ponieważ dostałam konkretne fakty i z chęcią porównywałam je z moją dotychczasową wiedzą. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, co jest kolejną olbrzymią zaletą. Co prawda cała treść była pełna konkretów i teraz mam wrażenie, że większości informacji nie pamiętam, ale to zawsze mogę sobie przypomnieć. Zresztą fascynacja, którą wtedy przeżywałam, wystarczy, by dobrze wspominać czas poświęcony na czytanie. 

Natomiast druga część jest poświęcona przede wszystkim różnym zasadom i zaklęciom, co już w ogóle mi się nie podobało i burzyło mi obraz początku. Może warto w tym miejscu wspomnieć, że pasjonuję się mitologią, różnymi wierzeniami i ogólnie różnie pojętą magią, ale robię to wyłącznie z zainteresowania. Tutaj z mojej strony nie ma żadnego miejsca na wiarę w te wszystkie zjawiska, więc rozbudowane opisy zaklęć zniechęciły mnie. Oczywiście cieszę się, że się pojawiły, bo to ważna część całości, ale było ich zbyt dużo i wywoływały raczej śmiech niż zaciekawienie. Nikogo nie chcę w ten sposób urazić, bo może część z Was wierzy całym sobą w te zaklęcia i naprawdę chce praktykować jakiś rodzaj magii. Wtedy jest duża szansa, że spodoba się Wam to. Lecz ja pozostanę przy zwykłej ciekawości. 

"Rosyjska czarna magia" to inspirujące dzieło, które niesie ze sobą intrygujące informacje i pozwala na spojrzenie na inną rzeczywistość niż ta nasza codzienna. To też fascynujące ukazanie przeszłości wierzeń ludzkich. W żaden sposób nie żałuję, że zdecydowałam się na zapoznanie z tą pozycją, jednak tutaj podkreślę, że jest to książka tylko dla osób zaciekawionych tą tematyką. 

Więcej podobnych pozycji literackich znajdziecie w dziale bestsellery na TaniaKsiążka.pl