Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spektakl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spektakl. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 listopada 2015

Mamma mia


Tytuł: "Mamma mia"

Reżyseria: Wojciech Kępczyński

Teatr: Roma (Warszawa) 

Kategoria: Musical

Premiera: 21 luty 2015 r.

Czas trwania: 2 godz. 40 min.

Ocena: 8/10











Sophie ma marzenie. Wielkie marzenie. Jest wychowywana przez samotną matkę, która prowadzi hotel na greckiej wyspie, Donna – matka Sophie – jest niezależną kobietą, która pragnie dobra dla swojej córki i jest gotowa na każde poświęcenie, lecz nie chce zdradzić, kto jest ojcem Sophie. Dziewczyna niedługo wychodzi za mąż i chciałaby, żeby jej tata poprowadził ją do ołtarzu. Przypadkowo znajduje pamiętnik Donny i odkrywa... Są trzej kandydaci na jej ojca! Nie może w to uwierzyć, ale mimo to postanawia zaprosić w tajemnicy przed matką wszystkich trzech. Jest pewna, że rozpozna tego prawdziwego. Przychodzi dzień ślubu i zaproszeni mężczyźni spotykają się na ślubie przekonani, że ich dawna miłość chce odnowić kontakty. Tymczasem spotykają entuzjastycznie nastawioną Sophie. Jednak jej pozytywne myśli szybko znikają, gdy nadal nie wie, który z nich może być jej ojcem. Czy Sophie rozpozna swojego rodzica? Co powie Donna, gdy spotka swoich dawnych kochanków? Czy ślub to na pewno dobry pomysł? 

"Mamma mię" zna chyba każdy z nas. I nie mówię w tym momencie o filmie czy sztuce, tylko sławnej piosence Abby. Tyle lat temu Abba występowała i robiła furorę wśród muzyków i słuchaczy. Jednak mimo tego czasu każde dziecko zna tę piosenkę i bez zastanowienia jest w stanie powiedzieć, jaki zespół ją wykonywał. To niesamowite... Poza tym pojawił się jeszcze film, gdzie wszystkie najsłynniejsze utwory tej grupy komponują się z fabułą. Lecz tym razem przyszedł czas na jeszcze coś innego – spektakl teatralny. Teatr Roma w Warszawie przedstawia historię Sophie, Donny i w pewnym sensie Abby na scenie. Już dawno chciałam obejrzeć tę sztukę, więc gdy tylko pojawiła się okazja na kupno biletów bez zastanowienia postanowiłam pojechać do Warszawy. Czy było warto? Jak najbardziej.

Nigdy nie obejrzałam filmu "Mamma mia". Podejrzewam, że wiele osób nie może zrozumieć jak to możliwe. Tak bardzo popularna produkcja, często emitowana w telewizji, a ja jej nie oglądałam. Przecież to niemożliwe... A jednak. Właśnie dlatego, oglądając sztukę, poznawałam całkiem nową dla mnie historię, który opiera się na ciekawym pomyśle. Nie przepadam za tego typu opowieściami, ponieważ wydają mi się ckliwe i często przesłodzone. Nigdy nie ukazują prawdziwej rzeczywistości, choć podobno każda historia wydarzyła się naprawdę, tylko zastała trochę ubarwiona. Mimo to bardzo chciałam poznać zakończenie. Do czego to wszystko zmierza? Który z tych mężczyzna jest ojcem Sophie? Takich pytań pojawiało się tysiące. Nie otrzymałam wszystkich odpowiedzi, lecz i tak zakończenie spodobało mi się.

Natomiast gra aktorska mnie zaskoczyła. Była tak bardzo realistyczna. Czułam się, jakbym podglądała życie innych ludzi. To było niesamowite uczucie. Dotychczas byłam tylko na jednym spektaklu, gdzie miałam podobne odczucia. Ta sztuka nie miała porównania z wieloma filmami. Po prostu była lepsza. Zadziałała moja wyobraźnia i wszystko działo się wokół mnie. To trochę jak książka. Mamy gotową historię, ale to od nas zależy jak ją wykorzystamy.

Mam pewne zastrzeżenia co do muzyki. Uwielbiam piosenki Abby, choć nie słucham ich często. Są dla mnie swoistą tradycją, o której co jakiś czas sobie przypominam. Aktorzy wczuli się w swoje role i w większości przypadków utwory Abby dobrze brzmiały w ich wykonaniu. Jednakże były przetłumaczone na polski. Te mniej znane dobrze komponowały się z fabułą i doskonale pasowały do opowieści. Lecz te jak "Mamma mia", "Honey, honey" czy "Dancing Queen" brzmiały nienaturalnie w tłumaczeniu na polski. Rozumiem, że część osób nie zna tego języka na tyle dobrze, by je zrozumieć (zaliczam się do nich), ale jestem pewna, że było inne rozwiązanie. Można było na przykłada wyświetlać tłumaczenie przez projektor.

Scenografia była bardzo dopracowana, choć prosta. Jestem zaskoczona wyposażeniem teatru. Przede wszystkim pojawił się projektor, który poszerzał perspektywę oraz ruchome ściany, dzięki którym sceny w szybki i nienarzucający sposób zmieniały się. Głównym ośrodkiem sceny był dom, w którym odgrywała się akcja.

"Mamma mia" jako spektakl zrobiła na mnie naprawdę niesamowite wrażenie. Jest to jedna z tych sztuk, która sprawia, że chcesz chodzić do teatru i zaczynasz doceniać tę rozrywkę bardziej niż te popularne. Gdyby tylko bilety do teatru były tańsze, jestem pewna, że ten rodzaj kultury zostałby bardziej doceniony.   

wtorek, 7 kwietnia 2015

Skrzypek na dachu


Tytuł: "Skrzypek na dachu"

Reżyseria: Jan Szurmiej

Teatr: Teatr Żydowski (Warszawa) 

Kategoria: Musical

Główna rola: Marek Szydło

Premiera: 9 lipca 2002 r. 

Czas trwania: 3 godz. 20 minut

Ocena: 9/10









Mała miejscowość w Rosji – Anatewka – jest miejscem spokojnym, gdzie tradycja króluje nad rozwojem i techniką. Wszyscy znają się tam i razem wiodą spokojne i statyczne życie. Twierdzą, że to żydowska tradycja pozwala im przetrwać i cieszyć się tym, co mają. Główny bohater ma pięć córek, które są jego błogosławieństwem. Mimo sporów, kłótni i przepychanek bardzo je kocha i  jest gotów dla nich zrobić wszystko. A córki dostarczają swojemu ojcu dużo powodów do rozmyślań i podejmowania ciężkich decyzji. W tym samym czasie na małą Anatewkę idzie pogrom. Jednak ludzie nie przejmują się tymi plotkami. Bo niby dlaczego coś miałoby się stać w ich małej miejscowości, gdzie nikomu nie wadzą? Jaki los spotka mieszkańców Anatewki? Co wymyślą córki Tewiego? Dlaczego "Skrzypek na dachu"?

Muszę przyznać, że rzadko bywam w teatrze. W mojej małej miejscowości co prawda jest teatr, ale jest bardziej amatorski. Teraz jest u mnie remont Domu Kultury, a raczej całkowita przebudowa, więc liczę na prawdziwy teatr. Jednak tymczasem udałam się z wycieczką szkolną na spektakl "Skrzypek na dachu". Wiele dobrego słyszałam o nim wcześniej i bez zastanowienia postanowiłam sama sprawdzić, czy te wszystkie pozytywne opinie są prawdziwe. "Skrzypka na dachu" obejrzałam w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Czy było warto? Muszę przyznać, choć to niebezpieczne, że jest to najlepszy spektakl, jaki w swoim życiu obejrzałam. Warto było poświęcić ponad trzy godziny, by obejrzeć tę sztukę.  

Na scenie pojawiło się bardzo dużo aktorów i przy tym wszyscy wykazali się talentem aktorskim. Bardzo mi się podobało, że aktorzy starali się dobrze grać. Było widać, że grali całą swoją duszę i sprawiało im to przyjemność. Miałam wrażenie, że jest to również moja historia, dlatego jestem winna tym ludziom skupienie i zrozumienie opowieści, która rozegrała się przed moimi oczami. W dodatku wspaniała scenografia nadała niepowtarzalną atmosferę, którą czułam jeszcze długo po wyjściu z teatru. Na scenie pojawili się również tancerze i kaskaderzy, co bardzo ubarwiło spektakl.

Również bardzo spodobała mi się fabuła sztuki. Pierwsza część spektaklu pozwoliła poznać dokładnie mieszkańców Anatewki oraz ich zwyczaje. W humorystyczny sposób pokazała tradycyjne życie Żydów. Spokojne i statyczne, pełne tradycji, ale czasami i buntu, który powodował liczne plotki. Pokazał widzom, jak mimo biedy można żyć szczęśliwie i kierować się dobrocią. Natomiast druga część w pewnym momencie stała się kontrastem pierwszej. Wszystko zaczęło się zmieniać. Szczęście nigdy nie trwa wiecznie...

Po wyjściu z teatru nawet nie pomyślałam o tytule sztuki. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam się nad nimi zastanawiać i odkryłam jego metaforyczne znaczenie, co wprowadziło mnie w nastrój refleksyjne, ale sprawiło też, że zrozumiałam lepiej sztukę. Skrzypek na dachu – w tych słowach można zawrzeć całą historię ludzkości.

Jak pisałam wcześniej, rzadko chodzę do teatru, więc moja opinia jest bardzo amatorska. Jednak stwierdziłam, że warto napisać jej "recenzję". Wiele ludzi omija teatr szerokim łukiem. Czasami jest to spowodowane wysokimi cenami, co rozumiem, bo również biorę je pod uwagę. Lecz czasami ludzie twierdzą, że po prostu nie warto. W kinie jest więcej efektów specjalnych i nieporównywalna "scenografia". Jest to błąd, bo kino i teatr to dwie różne rzeczy. Zachęcam wszystkich do chodzenia do teatru, a musical "Skrzypek na dachu" serdecznie polecam.

PS: Jeśli są tu wielbiciele i znawcy teatru, to na pewno znaleźli liczne błędy logiczne w mojej wypowiedzi. Wybaczcie, ale jeszcze nie znam się na teatrze. Dopiero się uczę i obiecuję, że kolejna moja opinia będzie bardziej spójna i wykażę się większa wiedzą na ten temat :)